poniedziałek, 18 listopada 2013

W pogoni za...

Połowa listopada, a ja dopiero dzisiaj znalazłam czas na drugiego posta. Odkrywanie nowego punktu widzenia okazało się bardzo wyczerpujące. Właściwie to czuję się jakbym pracowała na dwa etaty + nocki.

Wcześniej myślałam, że bycie rodzicem jest wyczerpujące i zmusza do częstych wyrzeczeń. Gdy pojawia się maluch zapominasz nagle o weekendowych wycieczkach po klubach. Nie chodzi nawet o to, że po nie chcesz, czy nie masz czasu. Nie, po prostu po całym tygodniu pracy i opieki nad maluchem, masz jedynie ochotę wypić piwo przed telewizorem i zasnąć. W końcu nie wiadomo ile snu będzie ci dane... Dbanie o siebie? No cóż, w miejscu godzinnego pobytu w łazience z peelingiem, maseczkami itp, masz teraz dosłownie 5 minut, żeby wyszorować żeby - oczywiście przy otwartych drzwiach. To samo tyczy się diety - koniec z jakimkolwiek planowaniem zdrowych posiłków. Moje posiłki przez ostatnie 3 lata składały się głównie z tego, co zostało po dziecku. Nie wspomnę już o tym, że zjedzenie przy normalnym stole zdarza mi się jedynie w pracy. W domu jem raczej na stojąco, w biegu, zabawiając pociechę, nawet w łazience...



Tak, wydawało mi się, że opieka na trzylatkiem to ciężka rzecz. Dlaczego? Ponieważ nie miałam pojęcia czym jest SAMOTNA opieka nad rozbrykanym trzylatkiem. Teraz już wiem... Koniec z 5 minutami samotności w łazience, koniec oglądania telewizji, oraz surfowania w necie - obowiązki, które dzielone były pomiędzy dwie osoby, teraz są tylko moje. A mój dom wygląda jak po przejściu huraganu Catherina. Pogorszyły się również moje finanse - mieszkanie, rachunki, przedszkole... ta lista nie ma końca. Im dłużej zastanawiam się nad swoją obecną sytuacją, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że samotne matki, to gatunek skazany na wymarcie. Otaczającą mnie rzeczywistością rządzi prawo dżungli - przetrwają najsilniejsi, a ja decydując się na dziecko wypadłam z gry.

środa, 30 października 2013

Po raz pierwszy

Długo zbierałam się do napisania tego posta. Zbyt dużo działo się, aby można to było opisać w dwóch słowach i były to chyba rzeczy najbardziej bolesne z możliwych. Zupełnie niedawno mój ex-niedoszły stwierdził, że chyba już nie ma ochoty być dłużej ojcem i zupełnie niespodziewanie zostawił mnie samą z trzyletnim brzdącem. Piszę niespodziewanie, ponieważ nic tego nie zapowiadało. Nie było typowych, dla takich historii, wieczornych awantur, nieporozumień, wyrzutów, nic... Po prostu wyszedł z domu i już nie wrócił, a po dwóch tygodniach przysłał lakonicznego sms-a: Lepiej Wam będzie beze mnie...
Żart? Bynajmniej... Gdyby nie to, że doświadczyłam tego sama, zapewne nie uwierzyłabym, że to w ogóle możliwe. Ale shit happens i jakoś trzeba z tym dalej żyć. Tylko jakoś zupełnie nie mam pojęcia jak.


Po pierwszym załamaniu, przyszła refleksja - oto zupełnie niepostrzeżenie opuściłam szeregi przeciętnych obywateli - tych z normalnymi życiorysami i poukładanym światem i wkroczyłam na zupełnie nieznany teren Samotnych Rodziców, a może raczej Samotnych Matek, bo Samotnego Ojca nie znam ani jednego. W przerwach pomiędzy wycieraniem zakatarzonego noska, śpiewaniem piosenek i mieszaniem herbatki pomyślałam sobie, że oto zaczyna się jakiś zupełnie nowy rozdział w moim życiu. Zaczęłam szukać informacji - jak żyją tacy Samotni Rodzice, jak sobie radzą, o czym piszą. Takich informacji nie było u wujka Googla zbyt wiele. Być może dlatego, że SR to chyba najbardziej zapracowana i niewyspana grupa społeczna, więc może nieczęsto trafia się jakaś okazja do opisywania swojego stanu. Jak będzie?

Powoli zaczynam odczuwać efekty funkcjonowania na pełnych obrotach - jestem koszmarnie zmęczona, od noszenia pociechy bolą mnie plecy i już drugi tydzień biegam do pracy z niedoleczoną grypą. Rodzina patrzy na mnie z politowaniem jak na ostatnią ofiarę losu. Nie czuję się szczęśliwa, chociaż bywają chwile, że nie jest źle, oraz takie kiedy jest nawet całkiem dobrze. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy nabyłam wiele nowych umiejętności, o które nigdy bym się nie podejrzewała. Potrafię na przykład synchronicznie: zabawiać malucha, gotować, sprzątać i robić nadgodziny. Mogę znieść z drugiego piętra 16 kg w jednej ręce, w drugiej niosąc rowerek :) Pomyślałam sobie, w przypływie samozachwytu, że mogę nawet napisać bloga o samotnym rodzicielstwie i opisać swoją drogę. Na razie jestem na jej początku. Sama nie wiem co będzie dalej...